czwartek, 14 maja 2015

Dzień dla włosów: jogurt

Hejo! Post miał się ukazać we wtorek ale byłam zbyt zaaferowana innymi sprawami i nie mogłam się zabrać do pisania. Wczorajszy dzień był pasmem niepowodzeń - okazało się, że na badanie, na które specjalnie jechałam do miasta muszę być dużo wcześniej więc przyjechałam na darmo, podczas mycia naczyń uderzyłam głową w szafkę tak, że mnie odrzuciło na podłogę, mięso, które przyłożyłam sobie do miejsca, którym uderzyłam, spadło mi na głowę, kiedy je obracałam tak, by leżało wygodniej... Podczas mieszania mleka, przesunęłam garnuszek tak, że wypadł z palnika i się oparzyłam (na szczęście akurat to była drobnostka :D )... Oby wczorajszy pech zamienił się w dzisiejsze szczęście ^ . ^



Jeśli o włosy chodzi - w poniedziałek nałożyłam na nie olej z pestek winogron, umyłam szamponem Eva Natura z czarną rzepą i nałożyłam maskę z 3/4 jogurtu brzoskwiniowego (skończył się termin przydatności do spożycia, a że ja lubię eksperymentować z maskami... :D) z łyżeczką oleju i odrobiną gliceryny.

Tak, oleju było za dużo. Podczas spłukiwania wydawało się dobrze ale następnego dnia rano musiałam umyć włosy jeszcze raz bo były jak naolejowane. Umyłam więc skalp Kallosem algowym, jednocześnie na długość zostawiłam odżywkę Argan Professional do włosów zniszczonych, po wysuszeniu zabezpieczyłam końce jedwabiem Green Pharmacy.

Naturalna część włosów była w porządku - błyszcząca, nawet prawie dociążona :D Na końcach puch. Będąc u mamy, poprosiłam ją o ścięcie połowy zielonych włosów. Niestety (tylko w tym przypadku to niestety), jeśli chodzi o moje i mojej siostry włosy, mama jest całkowitym przeciwieństwem większości fryzjerów i ścięła mi 1 albo 2cm...
Mam już szczerze dość tego, że nie mogę rozpuścić włosów więc następnym razem jak będę w Chojnicach to sama je zetnę albo poproszę o to siostrę jak przyjedzie :)


Zdjęcie wyjątkowo robione telefonem, w sztucznym świetle

Jak widać na zdjęciu, zieleń się w końcu wypłukuje (znajoma pracująca w drogerii, w której kupiłam piankę powiedziała, że wypłucze się pewnie po jednym myciu, haha). Końcówki wyglądają strasznie ale mam nadzieję, że to ostatnie dni takiego ich wyglądu.



W następnym poście napiszę o maseczce z pewnego owocu, która mnie zachwyciła :)


Pozdrawiam!

15 komentarzy:

  1. Moze tak - ja zaszalalam z Organic curl system i moje włosy to jest dramat, ktorego zakończyć w żaden sposob nie umiem.Ale ze poszłaś w zieleń? No w ekscentrycznych pomysłach chyba bijesz mnie na glowe... A propos głowy. Wczoraj schyliłam sie, zeby podac psicy miskę, w międzyczasie podmuch wiatru otworzył okno. Podniosłam sie:(- resztę juz wiesz...;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach te okna i szafki, otwierane przez wiatr i tajemnicze niewidzialne istoty... A co do zieleni - bardziej zaszalałam kiedy rozjaśniałam włosy za tyłek przez co straciłam długość, objętość, kondycję i tak naprawdę piękny kolor :( Teraz to tylko spełnienie marzenia korzystając z tego, że włosy i tak dawno temu zniszczyłam tym rozjaśnianiem ;P

      Usuń
  2. Ojejku, najpierw się roześmiałam, ale potem pomyślałam, że to dość groźne uderzenie - na pewno nic Ci nie jest? Też miewam czasem pecha, ale chyba nie aż tak :)
    Z tym nadmiarem oleju, to też mi się zdarza, ale na ogół rano przed pracą nie mam już czasu na mycie i po prostu wiążę włosy w takich wyjątkowych momentach ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście zostało tylko miejsce bolące przy dotknięciu (czesanie utrudnione maksymalnie), nawet guza nie ma. Po tym jak zdałam sobie sprawę z tego co się stało zareagowałam natychmiastowo - udałam się do pokoju i wyciągnęłam na fotelu z mrożoną szynką, mając pod ręką telefon. Wystarczyłoby, że udałoby mi się włączyć połączenie z ostatnio wybieranym numerem. Czy to byłaby mama czy chłopak, w razie czego wezwaliby pomoc (już się przekonałam o ich ekspresowych reakcjach w chwilach mojej nie do końca świadomości).

      A co do oleju - też zwykle związuję ale teraz były tak strasznie tłuste, że po prostu nie miałam innego wyjścia... :(

      Usuń
  3. O matko, ale miałaś passę nieszczęśliwych wypadków, współczuję.
    Widać, że zieleni na włosach coraz mniej. :-) Ale nigdy nie pomyślałabym, żeby jogurt brzoskwiniowy, albo jakikolwiek inny nałożyć na włosy. Niezła jesteś. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda mi go było wyrzucić do kosza, nie lubię kiedy coś się marnuje. Niedługo spróbuję jeszcze raz ale z mniejszą ilością oleju :D

      Usuń
  4. Masz bardzo ładne długie włosy :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Pech to pech :D nigdy bym nie wpadła na to, żeby jogurt brzoskwiniowy dać na włosy :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Też mam czasem takie dni, na szczęście mijają :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jogurtu w pięlęgnacji włosów jeszcze nie testowałam;)

    OdpowiedzUsuń
  8. juz drugo raz widze jogurt na wlosach na blaogu ;p

    OdpowiedzUsuń
  9. A może to nie kwestia tego że oleju za dużo tylko po prostu szampon nie domył na raz? :) Ja zawsze muszę myć włosy dwa razy po olejowaniu :) Na szczęście ma Ci kto podcinać końcówki ja się męczę sama, bo to fryzjerki za nic nie pójdę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam na myśli, że za dużo oleju dodałam do maski, a maskę spłukuję już tylko wodą ;)

      Usuń
  10. Śliczne włoski :) tez kiedyś poszalałam (tyle, ze z niebieskim) :D Zeszło jakoś :)

    OdpowiedzUsuń
  11. ja lubie jogurtowa maske na twarz :)

    OdpowiedzUsuń

Google+ Followers

Czytam

Copyright © 2016 Laboratorium Sayaki , Blogger