Witajcie! Ostatnie dni nie były dla mnie zbyt dobre i następne też nie zapowiadają się najlepiej. Cały jest choruję, a w mojej rodzinie szykuje się pogrzeb... Mama liczy, że przyjadę jak najszybciej żeby chodzić na różaniec a tymczasem czuję się zbyt słabo żeby iść do sklepu po drugiej stronie ulicy, nie mówiąc już o aptece, którą też powinnam odwiedzić...
Z moją skórą głowy ostatnio też nie było najlepiej. Nie wiem od czego była podrażniona więc na wszelki wypadek tym razem nie użyłam żadnych drogeryjnych kosmetyków.
1. Nie nakładałam nic przed myciem.
2. Skórę głowy umyłam naparem z mydlnicy lekarskiej (2 łyżki zalane gorącą wodą na 15 minut) z dodatkiem łyżeczki startego szarego mydła. Trochę musiałam poczekać aż ostygnie i mydło się rozpuści ale w końcu się doczekałam :)
3. Na długość i skalp nałożyłam maskę:
żółtko jaja + kilka kropli kwasu hialuronowego + odrobina wit. C (wpadła bo się pomyliłam, miała iść do czego innego, nie wiem czy w ogóle tu podziałała ale była więc wypada napisać ;P) + pół szklanki żelu lnianego
4. Spłukałam po ok. 20 minutach i użyłam płukanki z cytryny.
5. W końce wtarłam jedwab CHI.
Efekt:
Głowa mnie nie swędziała i to jest najważniejsze bo to na skórze głowy się skupiłam. Włosy oprócz końcówek są przyjemne w dotyku, miękkie i dociążone (w końcu!) :D
Pozdrawiam :)