Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dzień dla włosów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dzień dla włosów. Pokaż wszystkie posty

środa, 30 listopada 2016

Naturalne Spa: Serum do włosów w kremie DIY

Naturalne Spa: Serum do włosów w kremie DIY

Dzisiejsze spa to dla mnie relaks po ciężkich dwóch nocach. Mój synek przechodził grypę żołądkową. Wiecie jakie to okropne uczucie patrzeć na cierpienie rocznego dziecka kiedy niewiele można zrobić żeby mu pomóc? Na szczęście z małym już wszystko dobrze. Teraz tylko mam nadzieję, że mnie nie złapie to paskudztwo. W końcu chory może zarażać jeszcze długo po ustąpieniu objawów...

środa, 16 listopada 2016

Naturalne Spa: Dzień dla włosów, tym razem bez DIY

Naturalne Spa: Dzień dla włosów, tym razem bez DIY

Jak widać w tytule, dziś nie użyłam żadnych kosmetyków samorobnych. Same gotowce. Nie miałam sił na eksperymenty więc postanowiłam pokazać wam jeden z moich sprawdzonych sposobów na Good Hair Day ;)

środa, 26 października 2016

Dzień dla włosów: Naturalne spa

Dzień dla włosów: Naturalne spa

Postanowiłam wziąć udział w akcji Naturalne Spa u Agnieszki z kosmetologia-naturalnie. Oto moje naturalne spa dla włosów :)

poniedziałek, 4 lipca 2016

Miesiąc naturalnej pielęgnacji: Deser dla dzieci jako maska?

Miesiąc naturalnej pielęgnacji: Deser dla dzieci jako maska?
Zazwyczaj nie kupuję dla synka dań w słoiczkach ale tym razem postanowiliśmy pójść na dłużej na plażę i zapomniałam przygotować coś na wynos więc kupiliśmy deserek. Mały nie zjadł wszystkiego, pół słoiczka zostawił, a ponieważ udało mu się pogmerać w nim rączką od piasku to nie bardzo nadawał się do jedzenia. I kiedy moja dłoń już sięgała po zupełnie inny składnik do domowej maseczki, pomyślałam, że skoro robiłam maski z truskawek, bananów czy arbuza to czemu by nie zrobić marchewkowo-jabłkowej?

środa, 29 czerwca 2016

Miesiąc naturalnej pielęgnacji: Maska miodowa i płukanka herbaciana

Miesiąc naturalnej pielęgnacji: Maska miodowa i płukanka herbaciana
Dostałam cały słoik miodu. Co się w takiej sytuacji robi? Większość pewnie pomyśli o jedzeniu ale ponieważ ja smaku miodu nie znoszę tak bardzo jak tylko można jakiegoś smaku nie lubić (no dobrze, ciastka z dodatkiem miodu lubię ale miód solo - okropność!) postanowiłam wykorzystać go kosmetycznie. I przy okazji wziąć udział w akcji u Anwen bo w sumie czemu nie.



niedziela, 31 maja 2015

Dzień dla włosów: Biała glinka, proteiny i pepsi

Dzień dla włosów: Biała glinka, proteiny i pepsi
Hejo! Pracuję właśnie nad nowym szablonem. W tym celu przejrzałam swoje stare zdjęcia, zrobiłam nowe i... nadal jestem niezadowolona. Siostra miała mi narysować nagłówek już daawno temu  ale cóż... Mam nadzieję, że  pogoda się utrzyma przez następne dni to będę mogła trochę "popracować w terenie" czyli iść po zioła i zrobić zdjęcia w normalnym świetle. W tym mieszkaniu naprawdę ciężko o dobre światło ToT

Co zrobiłam z włosami:
1. Oliwka Babydream fur Mama
2. Mycie Kallosem Algae
3. Na skalp Kallos Algae z białą glinką w proporcjach 1:1
4. Na długość Biovax Keratyna i Jedwab
5. Po 15 minutach spłukałam wodą a na koniec Pepsi rozrobioną z wodą

Czemu Pepsi? Po płukance z Coli miałam dobre efekty więc kiedy zostało mi sporo Pepsi (mój ukochany kupił 2l butlę i pojechał w delegację zostawiając o wiele za dużo żebym sama to dała radę wypić) uznałam, że to przecież prawie to samo...

Miałam ogromny problem ze zrobieniem ostrych zdjęć... i właściwie jakichkolwiek zdjęć moich włosów :D



Skóra głowy ukojona! A włosy miękkie i dociążone. Gdyby zechciały szybciej rosnąć żebym mogła ściąć suche końcówki i nie czuć, że mam za krótkie włosy, byłabym im dozgonnie wdzięczna...




PS Jest was tu coraz więcej... Na początku blogowania postanowiłam sobie, że jak będzie 50 obserwatorów to zrobię rozdanie albo konkurs. Wtedy to była taka odległa liczba... Zobaczymy co z tego mojego postanowienia wyjdzie ;)




Pozdrawiam :)


poniedziałek, 25 maja 2015

Dzień dla włosów: Mydlnica, jajko i siemię lniane czyli łagodzenie podrażnienia skalpu

Dzień dla włosów: Mydlnica, jajko i siemię lniane czyli łagodzenie podrażnienia skalpu
Witajcie! Ostatnie dni nie były dla mnie zbyt dobre i następne też nie zapowiadają się najlepiej. Cały jest choruję, a w mojej rodzinie szykuje się pogrzeb... Mama liczy, że przyjadę jak najszybciej żeby chodzić na różaniec a tymczasem czuję się zbyt słabo żeby iść do sklepu po drugiej stronie ulicy, nie mówiąc już o aptece, którą też powinnam odwiedzić...


Z moją skórą głowy ostatnio też nie było najlepiej. Nie wiem od czego była podrażniona więc na wszelki wypadek tym razem nie użyłam żadnych drogeryjnych kosmetyków.

1. Nie nakładałam nic przed myciem.

2. Skórę głowy umyłam naparem z mydlnicy lekarskiej (2 łyżki zalane gorącą wodą na 15 minut) z dodatkiem łyżeczki startego szarego mydła. Trochę musiałam poczekać aż ostygnie i mydło się rozpuści ale w końcu się doczekałam :)

3. Na długość i skalp nałożyłam maskę:

żółtko jaja + kilka kropli kwasu hialuronowego + odrobina wit. C (wpadła bo się pomyliłam, miała iść do czego innego, nie wiem czy w ogóle tu podziałała ale była więc wypada napisać ;P) + pół szklanki żelu lnianego

4. Spłukałam po ok. 20 minutach i użyłam płukanki z cytryny.
5. W końce wtarłam jedwab CHI.


Efekt:




Głowa mnie nie swędziała i to jest najważniejsze bo to na skórze głowy się skupiłam. Włosy oprócz końcówek są przyjemne w dotyku, miękkie i dociążone (w końcu!) :D


Pozdrawiam :)

czwartek, 14 maja 2015

Dzień dla włosów: jogurt

Dzień dla włosów: jogurt
Hejo! Post miał się ukazać we wtorek ale byłam zbyt zaaferowana innymi sprawami i nie mogłam się zabrać do pisania. Wczorajszy dzień był pasmem niepowodzeń - okazało się, że na badanie, na które specjalnie jechałam do miasta muszę być dużo wcześniej więc przyjechałam na darmo, podczas mycia naczyń uderzyłam głową w szafkę tak, że mnie odrzuciło na podłogę, mięso, które przyłożyłam sobie do miejsca, którym uderzyłam, spadło mi na głowę, kiedy je obracałam tak, by leżało wygodniej... Podczas mieszania mleka, przesunęłam garnuszek tak, że wypadł z palnika i się oparzyłam (na szczęście akurat to była drobnostka :D )... Oby wczorajszy pech zamienił się w dzisiejsze szczęście ^ . ^



Jeśli o włosy chodzi - w poniedziałek nałożyłam na nie olej z pestek winogron, umyłam szamponem Eva Natura z czarną rzepą i nałożyłam maskę z 3/4 jogurtu brzoskwiniowego (skończył się termin przydatności do spożycia, a że ja lubię eksperymentować z maskami... :D) z łyżeczką oleju i odrobiną gliceryny.

Tak, oleju było za dużo. Podczas spłukiwania wydawało się dobrze ale następnego dnia rano musiałam umyć włosy jeszcze raz bo były jak naolejowane. Umyłam więc skalp Kallosem algowym, jednocześnie na długość zostawiłam odżywkę Argan Professional do włosów zniszczonych, po wysuszeniu zabezpieczyłam końce jedwabiem Green Pharmacy.

Naturalna część włosów była w porządku - błyszcząca, nawet prawie dociążona :D Na końcach puch. Będąc u mamy, poprosiłam ją o ścięcie połowy zielonych włosów. Niestety (tylko w tym przypadku to niestety), jeśli chodzi o moje i mojej siostry włosy, mama jest całkowitym przeciwieństwem większości fryzjerów i ścięła mi 1 albo 2cm...
Mam już szczerze dość tego, że nie mogę rozpuścić włosów więc następnym razem jak będę w Chojnicach to sama je zetnę albo poproszę o to siostrę jak przyjedzie :)


Zdjęcie wyjątkowo robione telefonem, w sztucznym świetle

Jak widać na zdjęciu, zieleń się w końcu wypłukuje (znajoma pracująca w drogerii, w której kupiłam piankę powiedziała, że wypłucze się pewnie po jednym myciu, haha). Końcówki wyglądają strasznie ale mam nadzieję, że to ostatnie dni takiego ich wyglądu.



W następnym poście napiszę o maseczce z pewnego owocu, która mnie zachwyciła :)


Pozdrawiam!

poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Dzień dla włosów: Kallosowo

Dzień dla włosów: Kallosowo
Witajcie! Przeprowadzka się udała, teraz piszę już z nowego mieszkania :) Pierwsza noc była nieciekawa bo okazało się, że ktoś nam dźwignął korek od (i tak pożyczonego, za długo zwlekamy z oddaniem) materaca więc spaliśmy na podłodze. Za bardzo się przez to nie wyspałam... a następna noc była strasznie krótka - trzeba było wcześnie wstać bo mój kochany jechał do pracy... Jutro pośpię dłużej :)


Mój pierwszy włosowy zabieg w nowym mieszkaniu zaczęłam od nałożenia oliwki Babydream fur Mama. Po jakimś czasie umyłam włosy dwa razy Kallosem Algae, a następnie na jakieś 20 minut nałożyłam na nie Kallosa Banana  zmieszanego z kilkoma kroplami gliceryny i kilkoma kroplami BDFM. Końce zabezpieczyłam serum Green Pharmacy.

Wybaczcie kalkulatorową jakość, jeszcze nie wymyśliłam jak tu zrobić zdjęcia z pomocą samowyzwalacza - wszystkie meble są albo za wysokie albo za niskie a jeszcze mam tu za mało książek żeby trochę wyżej ustawić aparat ;P


Włosy były gładkie i super mięciutkie <3 Do momentu kiedy postanowiłam je rozczesać i jak zwykle spryskałam je żółtą mgiełką Gliss Kura. Nie jestem pewna czy to wina tej odżywki czy innych czynników ale włosy na długości mocno się spuszyły. Następnego dnia nałożyłam jeszcze trochę serum GP i prezentują się tak jak na zdjęciu.


Zdecydowanie chciałabym już mieć w całości zdrowe włosy. Niech rosną szybciej ^ . ^

PS Maski Kallos można tanio kupić tutaj Klik :)



A jak wasz dzień dla włosów?


Pozdrawiam :)


niedziela, 12 kwietnia 2015

Dzień dla włosów: zielone włosy

Dzień dla włosów: zielone włosy
Witajcie! Całe szczęście, ostatnio było na tyle ciepło, że niepotrzebna była kurtka. Oby ta pogoda się utrzymała bo coraz trudniej mi dopiąć kurtkę ;P

Moje włosy wczoraj oprócz dawki odżywienia dostały również koloru na końcówkach. To był mój plan od bardzo dawna i w końcu nadeszła pora żeby go zrealizować.

Jak wyglądał mój Dzień dla włosów:
1. Na pół godziny nałożyłam olej sezamowy
2. Zmyłam go balsamem Mrs. Potter's nasturcja i ekstrakt perłowy
3. Na 20 minut nałożyłam maskę Alterra granat i aloes
5. Wysuszyłam włosy chłodnym nawiewiem
6. Chłopak nałożył mi na "starą" rozjaśnianą część włosów piankę Venita szmaragdowa zieleń
7. Po spłukaniu i ponownym wysuszeniu spryskałam włosy żółtą mgiełką Gliss Kura i nałożyłam  jedwab Green Pharmacy


 Dlaczego nie są całkowicie proste? o . O Oba zdjęcia w naturalnym świetle, bez flasha



Końcówkom brakuje trochę nawilżenia ale szczere mówiąc, nie łudzę się, że jednak zachce im się ładnie wyglądać. Jak odrosty będą jeszcze trochę dłuższe a mi znudzą się kolorowe końce to je zetnę ^ . ^

Pozdrawiam :)

środa, 8 kwietnia 2015

Dzień dla włosów - truskawki i biała herbata

Dzień dla włosów - truskawki i biała herbata
Witajcie! Dawno nie robiłam włosowych eksperymentów - przez to dziś zrobiłam coś głupiego czyli peeling z białej herbaty. Wszystko było dobrze gdyby nie to, że postanowiłam wykorzystać do tego białą herbatę z dodatkami i nie była ona zmielona tak jak powinna...
Przy okazji robienia peelingu, pomyślałam, że wykorzystam też truskawki, które akurat kupiłam tuż przed Świętami. W ten sposób, oprócz koktajlu, do którego był przeznaczone, powstała też maska na włosy i maseczka na twarz (o której napiszę innym razem).

Rano nałożyłam na włosy i skórę głowy olej sezamowy - ponieważ mój skalp źle reaguje jeśli trzymam olej za długo, miałam go tylko pół godziny. W tym czasie przygotowałam sobie peeling i maskę.




Białą herbatę rozgniotłam tłuczkiem i dodałam do niej odżywki Mrs. Potter's.
Truskawki zmiksowałam blenderem, odlałam około 3 łyżek a z reszty zrobiłam maseczkę na twarz i koktajl do picia :) Do części przeznaczonej na włosy dodałam łyżkę śmietany i kilka kropli olejku Babydream fur Mama.

Włosy najpierw umyłam samą odżywką. Dopiero drugie mycie było z peelingiem chociaż peeling to był mega słaby. Maskę trzymałam 20 minut. Była strasznie lejąca przy nakładaniu ale na szczęście prawie nic mi nie ciekło po szyi.









A oto efekt:

Zdjęcie robione w sztucznym świetla z flashem

Naturalna część włosów jest w końcu dociążona! Niestety, przy tym też  trochę tłusta... Końcówki mają gdzieś wszelkie odżywki, maski i serum więc oczywiście są spuszone. Nie wiem czy powinnam w ogóle zaczynać temat nawilżenia, biorąc pod uwagę jak przetłuszczone są w połowie moje włosy :D Mam nadzieję, że do jutra olej wsiąknie we włosy...



PS Zanim ktokolwiek napiszę "dobrą radę" żebym ścięła włosy - nie. Jest jeszcze jedna rzecz, którą chcę z nimi zrobić zrobić a suchymi końcami nie straszę bo mam włosy zawsze związane więc nie martwcie się, nie umrzecie od zobaczenia ich na ulicy ;)

środa, 17 grudnia 2014

Dzień dla włosów

Dzień dla włosów
Ostatnio kiepsko się czuję, może przez brak wody bo ciągle mi tak zimno, że chcę się ogrzewać zieloną i białą herbatą... Wczoraj kupiłam zwykłą owocową w Biedronce (bo owocowa się liczy jako woda, prawda? ;P) więc staram się i ją pić.
Zgubiłam też kabel od aparatu przez co nie mogłam dodać dwóch wpisów, które planowałam w zeszłym tygodniu. Na szczęście, znalazłam go chwilę temu więc posty niedługo się pojawią.


A dziś przedstawiam wam moje wczorajsze wyczyny włosowe... Niestety, nie wyszło tak, jak planowałam. Dobrze, że włosy się nie puszą, są nawet dociążone! Ale... przy skórze głowy są jakby nie domyte. Przy ostatnim myciu użyłam szamponu z SLSem, wczoraj znów odżywki ale to niemożliwe żebym ich nie doczyściła. Nie nakładałam też przy skalpie żadnego oleju ani maski.

1. Olej sezamowy na sucho
2. Mycie balsamem Mrs. Potter's z melisą
3. Odżywka Argan Professional do włosów zniszczonych (biedronkowa)
4. Olejek Mariona słonecznik i jojoba na końcówki

Zdjęcie niestety z flashem - nie zdążyłam wykorzystać światła słonecznego a w sztucznym zdjęcia nie chciały wyjść :(

No cóż, tydzień temu narzekałam na puszenie... Tym razem mam przenawilżenie. Na zdjęciu końce wyglądają na tłuste ale to dlatego, że olejek nałożyłam jeszcze raz uż przed zrobieniem zdjęcia. Nie sądziłam, że mama tak szybko znajdzie chwilę żeby mi je zrobić ;P Teraz są jak zwykle suche.
W zasadzie odrosty na zdjęciu nie wyglądają tak źle... W rzeczywistości to właśnie one są masakrą a długość jest ok.

Przy następnym myciu dam w końcu włosom trochę protein bo ostatnio bardzo im ich żałowałam ;)

niedziela, 7 grudnia 2014

Dzień dla włosów: Włosy, co z wami jest?

Dzień dla włosów: Włosy, co z wami jest?
Dzisiaj byłam w kinie na Kosogłosie. Przed seansem przyjaciółka powiedziała mi o różnicy w opiniach jej znajomych o tym filmie. Ci, którzy książkę czytali uważali, że film wyszedł świetny. Ci, którzy nie czytali serii - uważali film za beznadziejny. Ja należę do pierwszej grupy i z kina wyszłam zachwycona! W jednym filmie sceny akcji, humorystyczne i te wzruszające do łez - to jeden z punktów, które musi wg mnie posiadać idealny film (seriali i anime też to dotyczy, chociaż tu nie musi się wszystko zawierać w jednym odcinku :D )



Jeśli chodzi o moje włosy, po myciu trochę nad nimi musiałam pomyśleć:

1. Znowu mnie swędzi skóra głowy! Może być wiele różnych powodów dlaczego tak się stało, może być też tak, że kilka się łączy... A już było tak pięknie...

2. Dlaczego po myciu,wysuszone są idealnie proste a kiedy rozplączę je z warkocza nie chcą się wyprostować? Zrobiłam dziś sobie mały test: rano po przebudzeniu rozplątałam warkocza, uczesałam włosy i tylko związałam luźno gumką żeby nie latały wokół mnie. Wieczorem... nadal się nie rozprostowały. Włosy, co z wami jest? Postanowiłam spróbować wydobyć z nich skręt. Moje próby na pewno tu opiszę :)




A tymczasem moja dzisiejsza pielęgnacja:
1. Na skalp kozieradka. Na długość odżywka Mildness aloes i proteiny oraz olej sezamowy
2. Peeling cukrowy z balsamem Mrs. Potter's z melisą i witaminami
3. Na skalp balsam z olejem łopianowym Green Pharmacy z dodatkiem lnianego glutka a na długość wypasiona maska:

łyżka Kallos Algae + łyżka glutka lnianego (albo dwie? nie pamiętam) + odrobina kremu, który robiłam wczoraj (na oleju z orzechów włoskich, który kocha moja twarz i włosy) + kilka kropel kwasu hialuronowego
4. Płukanka lipowa i zabezpieczenie olejem z orzechów włoskich.



Efekt:
Włosy są cudownie mięciutkie, błyszczące i nie puszyły się. A przynajmniej nie przy pierwszym czesaniu wczoraj wieczorem. Naprawdę mnie już irytuje, że są naprawdę gładkie tylko kiedy są przeciążone...




Niestety, wczoraj było za ciemno i mama już spała kiedy włosy wyschły, a dzisiaj tak źle się czuła, że nie mogłam jej prosić o zrobienie zdjęcia więc musicie mi wybaczyć jego brak :)


Pozdrawiam.


środa, 3 grudnia 2014

Dzień dla włosów

Dzień dla włosów
Witajcie! Dzień dla włosów zrobiłam wczoraj, w międzyczasie robiąc zakupy z okazji Dnia Darmowej Dostawy. Trochę poszalałam - półprodukty, kolorówka i dwa produkty do pielęgnacji. Niestety, to co chciałam najbardziej, szybko zostało wyprzedane... :( No cóż, kupię kiedy indziej. Zakupami pochwalę się jak tylko przyjdą wszystkie paczki.


W skórę głowy napar z kozieradki a na długość nałożyłam olej lniany. Po kilku godzinach umyłam to balsamem Mrs. Potter's z melisą, który staje się moim ulubieńcem. Potem na skalp nałożyłam balsam Green Pharmacy z olejem łopianowym a na włosy maskę kakaową Ziaja z dodatkiem mąki ziemniaczanej (dwie łyżeczki maski + jedna skrobii). Na koniec użyłam płukanki lipowej, a w końce wtarłam olejek Mariona słonecznik i jojoba.


Efekt:

W naturalnym świetle

 W sztucznym świetle



Jak zawsze po masce kakaowej Ziaji moje włosy nie potrzebowały żadnej dodatkowej odżywki do rozczesania. Niestety zapach się ulotnił :( Włosom brakuje też mocniejszego nawilżenia i oleju. Tydzień temu przesadziłam z olejem - tym razem było go za mało...


A jak wyglądała u was pielęgnacja włosów?


Pozdrawiam :)

środa, 26 listopada 2014

Dzień dla włosów

Dzień dla włosów
Miałam nic nie robić "większego" z włosami bo choruję i chciałam więcej czasu przeleżeć i nie myśleć o pielęgnacji (haha, wcale przecież w tym czasie nie czytam waszych blogów...) ale kiedy zobaczyłam u Bezsenności z cotymasznaglowie maskę z awokado pomyślałam "też chcę domową maskę" i zrobiłam.

Zaczęłam już w poniedziałek - po południu nałożyłam na skalp kozieradkę a na włosy na sucho olej lniany i... nagle było późno. Za późno żeby myć włosy więc odłożyłam to na następny dzień.

We wtorek umyłam włosy balsamem Mrs. Potter's z melisą i nałożyłam na długość i skórę głowy maskę, której skłąd wyglądał tak:

- pół banana
- łyżeczka mąki ziemniaczanej
- łyżeczka oleju z orzechów włoskich (tu należy dodać fakt, że miało być go znacznie mniej ale trochę za dużo mi się wlało :( )

Po około 40 minutach spłukałam maskę, a przynajmniej taką miałam wtedy nadzieję i tradycyjnie użyłam płukanki lipowej z dodatkiem octu jabłkowego.

Włosy schły... i schły... Pomogłam im trochę suszarką bo chciałam wygrzebać resztki banana. Wyglądały jak strupy ale wiedziałam co to jest tak naprawdę więc nie wpadłam w panikę, że znowu coś mnie podrażniło. Bawiłam się w wygrzebywanie bardzo długo. W międzyczasie zaczęłam się zamartwiać, że włosy są okropnie suche i planowałam nałożyć odżywkę bez spłukiwania.

Po wyschnięciu, wygrzebaniu banana i uczesaniu moje włosy wyglądały tak:


Końcówki ostatnio zostały podcięte o 8cm! Patrząc na zdjęcia widzę, że to nadal za mało ale nie dam rady ściąć na raz całej zniszczonej części...

Siostra robiąc mi zdjęcia zachwyciła się blaskiem. Ja marudziłam, że są tłuste. Dziś rano natomiast były już niemal idealne - miękkie, nawilżone, dociążone. W końcu! Włosy w nocy wypiły resztę oleju. Mimo to następnym razem dodam mniej oleju żeby się nie stresować, że po umyciu nadal są tłuste.

Pozdrawiam!

niedziela, 16 listopada 2014

Niedziela dla włosów

Niedziela dla włosów
Dobry wieczór ;) Dziś postanowiłam zrobić drugie podejście do maski, która mnie nie zachwyciła przy zastosowaniu solo. Mowa tu o masce z Avonu z miodem i olejem jojoba. Skusiłam się na nią przeglądając katalog u przyjaciółki - jej mama jest konsultantką i tak bardzo jak nie lubię kosmetyków Avonu, tak chciałam mieć tą maskę ponieważ moje włosy kochają jojobę. Niestety, okazało się, że jojoby tam jest tyle co kot napłakał... no cóż... uroki kupowania w niewiedzy z katalogów :D


Jak wyglądała moja dzisiejsza pielęgnacja:
1. Na długość nałożyłam balsam Mrs. Potter's z melisą i olej lniany, a w skalp wtarłam napar z kozieradki (jutro sprawdzę czy jej zapach nie będzie mi przeszkadzać gdy użyję jej w dni kiedy nie myję włosów :D )
2. Zrobiłam peeling cukrowy - 2 łyżki szamponu Alterra migdały i jojoba + 4 łyżki cukru
3. Na skalp nałożyłam balsam Green Pharmacy z olejem łopianowym a na długość maskę:
po 1 łyżeczce - maska Avon miód i jojoba + odżywka Mildness proteiny mleczne i aloes + skrobia ziemniaczana + kakao + olej z orzechów włoskich

Maska pachniała bardzo apetycznie i wyglądała jak krem czekoladowy:


Mój ulubieniec do mieszania kosmetyków

4. Płukanka lipowa z octem jabłkowym
5. Zabezpieczenie Marion Olejki Orientalne jojoba i słonecznik
6. Spray Gliss Kur Oil Nutrive dla łatwiejszego rozczesania


Efekt:
Włosy tak lekkie, że unoszą się nad moją głową. Nie pamiętam czy kiedykolwiek tak miałam... Zawsze były lekkie ale nie aż tak. Zdecydowanie mi się to nie podoba, ale dzięki temu zobaczyłam ile mam już baby hair :D
Początkowo wydawało mi się, że są za suche, jednak mam tak prawie zawsze zaraz po wyschnięciu włosów. Są miękkie ale przy następnym myciu postaram się o więcej nawilżenia... i dociążenia.
Na szczęście nie czuć rosołu. Niestety zapach kakao jest słabo wyczuwalny :(

Zdjęcia niestety nie udało mi się zrobić zanim przyszła ciemność ^ . ^

Pozdrawiam!

środa, 12 listopada 2014

Dzień dla włosów

Dzień dla włosów
Dzień dla włosów zrobiłam właściwie wczoraj ale dopiero dzisiaj mogłam zrobić zdjęcia...

Przypomniałam sobie, że nie zużyłam jeszcze oleju lnianego, chciałam też zobaczyć jak moje włosy będą wyglądać po stuningowaniu maski bananowej, która już solo sprawdza się u mnie dobrze.

Jak wyglądał mój dzień dla włosów:
1. Na DeBę nałożyłam olej lniany
2. Użyłam szamponu Alterra migdały i olej jojoba
3. Na około pół godziny na długość nałożyłam maskę - Kallos Banana i mąka ziemniaczana - mniej/więcej po jednej łyżce + trochę odżywki Mildness z proteinami mlecznymi i aloesem, a na skalp Green Pharmacy balsam z olejem łopianowym
4. Po spłukaniu maski, użyłam jeszcze płukanki lipowej z dodatkiem octu jabłkowego
5. Zabezpieczyłam końce olejkiem Marion jojoba i słonecznik
6. Wcierka Joanna Rzepa
7. Po wyschnięciu włosów, tuż przed rozczesaniem odżywka w sprayu Gliss Kur Oil Nutrive


Efekt:
Przy spłukiwaniu czułam, że włosy są świetnie nawilżone. Po wyschnięciu pozostały miękkie i błyszczące. Naprawdę spodobał mi się ten efekt i myślę, że częściej będę używać tego połączenia ^ . ^


Końcówki chyba jednak nie są takie zadowolone... :(



Pozdrawiam :)

poniedziałek, 3 listopada 2014

Dzień dla włosów

Dzień dla włosów
Witam! Czy wy też tak macie, że kiedy już myślicie, że znalazłyście idealny kosmetyk dla siebie, nagle przestaje działać? Ja właśnie tak mam z kosmetykami do twarzy i z szamponami - bardzo ciężko mi znaleźć taki, który by nie zrobił mi masakry ze skalpu. Kiedy więc skończył mi się jedyny, który mnie ostatnio nie podrażniał, postanowiłam wypróbować mycie odżywką. Jestem po trzecim takim myciu i przyznam, że jedna z najlepszych rzeczy, które mogłam zrobić dla swoich włosów i skóry głowy! :D

Użyłam odżywki Joanna Naturia z lnem i rumiankiem, która na długości raczej słabo wpływała na włosy, a okazało się, że świetnie nadaje się do mycia.

Muszę się nauczyć robić lepsze zdjęcia


Co zrobiłam dzisiaj dla swoich włosów?
1. Olejowanie na odżywkę - DeBa i olej z orzechów włoskich
2. Mycie odżywką Joanna Naturia z lnem i rumiankiem (x2 na wszelki wypadek ponieważ nałożyłam trochę więcej oleju niż zwykle)
3. Maska Kallos Banana na około 0.5h
4. Po spłukaniu maski, użyłam płukanki lipowej z dodatkiem octu jabłkowego
5. Joanna Rzepa
6. Na końcówki olejek Marion jojoba & słonecznik
7. Kilka psiknięć Gliss Kurem

Niestety jest już za ciemno na robienie zdjęć. Albo to włosy za długo schną albo za szybko się ściemnia ;) Zdjęcie więc dodam rano a póki co macie mój opis:

Po pierwsze i najważniejsze - skóra głowy mnie nie swędzi! Nie ma też przyklapu, którego się obawiałam, przyzwyczajona do włosów uniesionych od nasady przez szampony ziołowe. Włosy wydają się trochę przesuszone, jednak one mają tak zawsze zaraz po myciu. Zwykle dopiero następnego dnia okazują się być nawilżone o . O Już teraz jednak czuję, że są błyszczące i lekkie.

I CUDOWNIE PACHNĄ! Czytałam u wielu dziewczyn, że bananowy zapach  Kallosa szybko się ulatnia z włosów i niezmiernie mnie to dziwi, bo ja na swoich zawsze czuję ten zapach do następnego mycia :D Z pewnością to sprawka mojego wyczulonego węchu, który nie pozwala mi używać niektórych kosmetyków i olei (sezam z Biedronki pożegnał się z moją kosmetyczką po pierwszym użyciu i zamieszkał wśród kuchennych przypraw), jednak mam nadzieję, że nie tylko ja czuję ten piękny zapach :)


EDIT:

Teraz już widać różnicę między farbowaną częścią a odrostami. Tak bardzo chcę już mieć całkowicie naturalne! 




***
Zmieniłam nazwę bloga. To wszystko przez Pepę! To ona mnie do tego zainspirowała ;) Od samego początku nazwa miała nawiązywać do herbaty i mojego włosomaniactwa ale nie miałam żadnego pomysłu... Teraz jest i tak zostanie :)

wtorek, 5 sierpnia 2014

Dzień dla włosów

Dzień dla włosów
W zeszły poniedziałek po załatwieniu paru spraw wyruszyłam z chłopakiem do Kostrzyna nad Odrą. Festiwal był wspaniały! Mimo upału udało nam się pójść na wszystkie zaplanowane koncert i nawet na ASP - a to nie lada wyzwanie, biorąc pod uwagę jak daleko mieliśmy z zacienionego lasu, gdzie rozbijamy się co roku. Wyjątkowo rozbiliśmy się w nieco innym miejscu, ponieważ na naszym stałym było za mało miejsca dla dużej gromady, ale i tak tam rozbili się nasi znajomi, którzy wszystkich, którzy tam przychodzili w poszukiwaniu nas, odsyłali do poszukiwanego obozu xD

Moje włosy trochę ucierpiały - nie wzięłam ze sobą silikonowej odżywi, którą specjalnie kupiłam, słońce je wysuszało, nie miałam żadnego okrycia głowy... Wzięłam nie ten szampon, który chciałam a do kranów było multum ludzi i ciężko było z myciem głowy, cały czas czułam presję, że muszę się pospieszyć, a nie mogłam przecież stać przy kranie z odżywką na włosach - w tym czasie mógł się umyć kto inny... Swoją drogą, albo w tym roku było mniej kranów, albo więcej ludzi z nich zaczęło korzystać. W poprzednich latach po wyjściu z toi toia można było podejść do kranu i umyć ręce praktycznie od razu - w tym roku to było niemal niemożliwe. Trzeba było naprawdę długo czekać...


Wróciliśmy w niedzielę wieczorem (bez tłoku w pociągach! ale wyruszyliśmy dopiero o 13 bo nie zdążyliśmy kupić biletu przez kolejki), w poniedziałek musiałam zająć się swoimi włosami, ale wyschły mi zbyt późno żebym mogła zrobić zdjęcie, więc i post jest dzisiaj.

Co zrobiłam:
1. Nałożyłam olej lniany na sucho.
2. Umyłam szamponożelem pod prysznic Aterry bez substancji zapachowych (moja zdobycz z Woodstocku, rzuciło mi się w oczy tylko słowo shampoo więc użyłam xD Ale nie żałuję, jest niezły)
3. Nałożyłam maskę Alterry z granatem i aloesem
4. Użyłam płukanki lipowej
5. Nałożyłam na końce olejek z Mariona kokos i tamanu

Moje włosy były po tym sypkie i lekkie. Niestety trochę za suche, całe dnie na słońcu zrobiły swoje...

Moja mama nie jest mistrzem w robieniu zdjęć i mimo że za każdym razem proszę ją o uchwycenie TYLKO włosów, robi zdjęcie całej kuchni a potem muszę przycinać > . < A kiedy robi inne zdjęcia to wie jak przybliżać...

Czytam

Copyright © 2016 Laboratorium Sayaki , Blogger